Zapomnij o smartfonach i tabletach. Prawdziwa rewolucja dzieje się zupełnie gdzie indziej !

Czy na prawdę potrzebny nam jest nowy „Bitcoin”?
19 października 2017

Zapomnij o smartfonach i tabletach. Prawdziwa rewolucja dzieje się zupełnie gdzie indziej !

Jako właściciel firmy tworzącej strony internetowe od zawsze fascynowałem się internetem. Moja przygoda z nim zaczęła się już na przełomie podstawówki i liceum, kiedy to, aby „podpiąć” się pod sieć, trzeba było używać tak archaicznych narzędzi, jak modem. Tak, internet to było „coś”. Była to prawdziwa rewolucja i to pisana przez duże R, ale nie o internecie będzie ten artykuł.

Widzisz, w owych czasach nie mogłem jeszcze przypuszczać, że moje szczeniackie zainteresowanie komputerami i internetem (notabene zaszczepione we mnie przez starszego brata) może kiedykolwiek przekształcić się w „zawód”. Wiem, że dziś może to brzmieć śmiesznie, ale w tamtych czasach pojęcia takie jak „strona www”, „adres e-mail” czy „domena” były kompletnie obce większości polskiego społeczeństwa. Pamiętam, jak dziś, to niecierpliwe wyczekiwanie na nowe numery CD Action z dodatkową płytą CD, na której była nie tylko jakaś darmowa gra, ale też (a może przede wszystkim) cała masa „e-zinów” tworzonych przez fanów dla fanów. Ciężko mi zliczyć godziny, które spędziłem na czytaniu takich perełek jak „Tawerna RPG”, „actionMag” czy „Strefa www”, z której to uczyłem się pisania pierwszych linijek kodu HTML.

W czasach, gdy nie było stałego łącza internetowego, e-ziny i czasopisma były dla nas podstawowym źródłem informacji, a strony www… cóż, były już oczywiście, ale nie w takiej formie jak teraz. Ponieważ koszt połączenia się z internetem był relatywnie drogi, strony były minimalistyczne, proste do bólu i skupione na treści. Wchodziło się na nie, szybko zapisywało na komputer i dopiero potem czytało (będąc już offline). Były to dziwne, choć piękne czasy.

Czemu jednak o tym wspominam? Z dwóch powodów. Po pierwsze, jako osoba żyjąca z sieci zawsze zastanawiałem się, jakie to uczucie, być jednym z pierwszych twórców stron? Jedną z pierwszych firm działających w sieci? Widzisz, zupełnie inaczej działa się bowiem na rynku, który jest już ustabilizowany, a inaczej, gdy dany rynek dopiero się kształtuje, gdy masz możliwość partycypowania w nim, gdy nie jest jeszcze w pełni uregulowany, gdy niektóre zwyczaje, prawa czy sposoby robienia różnych rzeczy dopiero się formują. Drugim powodem jest to, że internet umożliwił narodziny technologii zwanej Blockchain, a ta z kolei umożliwiła powstanie rynku kryptowalut.

Choć piszę te słowa na tydzień przed premierą nowego iPhone’a, gdy Ty je przeczytasz, świat będzie już żył pierwszymi testami, recenzjami i porównaniami najnowszego smartfona od Apple. Ja jednak już dziś mogę Ci powiedzieć, że nie jest on żadną rewolucją. Choć spece od reklamy w Apple zapewne powiedzą nam, że jest to największa rewolucja od czasu wymyślenia samego iPhone’a, to tak naprawdę słowa te będą mocno wyolbrzymione.

Tak, na pewno nowy iPhone będzie szybszy od poprzedniego modelu, będzie robił lepsze zdjęcia, będzie miał nowy system, nieco inny kształt i lepszy ekran, ale poza kilkoma gadżetami i nowymi rozwiązaniami jest to dalej ten sam smartfon, którego idea, podstawowe zastosowania i funkcje nie różnią się zbyt wiele od tego, co zaprezentował nam Steve Jobs w 2007 roku. Prawdziwa rewolucja ma miejsce zupełnie gdzie indziej.

Żyjemy w ciekawych czasach. Czasach, które kiedyś będą wspominane przez przyszłe pokolenia dokładnie tak samo, jak teraz ja wspominałem początki mojej przygody z internetem. Czasach, w których na naszych oczach dokonuje się jedna z największych rewolucji w sektorze finansowym i to w skali globalnej. Czasach, które w niedalekiej przyszłości kompletnie zmienią nasze życie i to, co rozumiemy przez słowo „pieniądz” oraz jak się nim posługujemy.

Być może dziś słowo kryptowaluty nie mówi Ci zbyt wiele? Radzę Ci je jednak dobrze zapamiętać, za kilka lat bowiem będzie ono na ustach większości osób. No, ale czym właściwie są te kryptowaluty?

Aby odpowiedzieć na to pytanie, musimy sobie najpierw powiedzieć, czym jest technologia Blockchain. W dużym skrócie Blockchain, czyli tak zwany łańcuch bloków, to nic innego jak zdecentralizowana i rozproszona baza danych, oparta na kodzie open source. Słowo klucz tutaj to „zdecentralizowana i rozproszona”.

Nasz współczesny świat choruje na finansowego raka. Pieniądze, którymi się dziś posługujemy, są systematycznie dodrukowywane przez wszystkie rządy całego świata, a dokładniej przez banki centralne (z akcentem na słowo centralne). Logicznie biorąc, jeśli podaż pieniądza się zwiększa, a popyt na niego pozostaje bez zmian, wartość tego pieniądza maleje. To dlatego mamy do czynienia ze zjawiskiem takim jak inflacja, czyli wzrost cen. Bądźmy jednak szczerzy, to nie ceny danych dóbr rosną, tylko wartość naszych pieniędzy maleje! Realna wartość butelki wody będzie dokładnie taka sama dziś, jak była 10 lat temu. Wartość nabywcza złotówki już nie i stąd właśnie dziś płacimy więcej za te same rzeczy niż jeszcze 10 lat temu. Po prostu środek wymiany (jakim jest pieniądz), którym posługujemy się w celu zakupu różnych rzeczy, stracił na wartości poprzez zwiększenie jego podaży.

W poprzednim akapicie celowo zaakcentowałem słowo „centralne”. Tzw. centralne planowanie, znane nam Polakom szczególnie dobrze ze względu na historię naszego kraju, ma jeden fundamentalny problem. Zazwyczaj daleko mu do maksymalnej efektywności. Ba, powiedziałbym, że daleko mu do jakiejkolwiek efektywności, no ale to już moja osobista opinia.

Technologia zdecentralizowanych baz danych (czyli Blockchain) powstała właśnie w celu walczenia z tzw. centralnym planowaniem. Walczenia z faktem, że nasze dane osobowe, nasze życiowe oszczędności, zarobki i tysiące innych aspektów naszego codziennego życia są zazwyczaj zapisane gdzieś w jednej bazie danych, która jest kontrolowana przez pewną zewnętrzną i obcą nam jednostkę.

Gdy robimy zakupy w Allegro, to Allegro jest właścicielem bazy danych swojego serwisu i przechowuje oraz zarządza naszymi danymi osobowymi przechowywanymi w tej bazie. To samo ma miejsce, gdy korzystamy z Facebooka, Twittera i tysięcy innych usług internetowych. Tak więc w pewnym sensie to właściciele tych serwisów są właścicielem naszych danych. Gdy trzymamy środki pieniężne na koncie bankowym, to nie my jesteśmy ich właścicielem, a bank. Jeśli mi nie wierzysz, poczytaj o tym, co działo się w Grecji, gdy kraj zbankrutował i jak dalece dostępne były środki przechowywane przez Greków na ich kontach bankowych.

Nie wiem jak Ty, ale jeśli ja nie mam dostępu do własnych środków 24 h na dobę 7 dni w tygodniu i nie mogę ich wysłać, kiedy chcę i gdzie chcę, to znaczy, że nie jestem (przynajmniej w pełni) właścicielem tych środków, a co najmniej, że ich nie kontroluję. Jeśli myślisz, że w przypadku kryzysu uratuje cię trzymanie dużej ilości pieniędzy w gotówce, też możesz mieć problem. Abstrahując od spadku wartości pieniądza jako takiego (co zawsze się dzieje w przypadku kryzysu), być może jeszcze nie dziś, ale za 5–10 lat, pewnie nie będzie już czegoś takiego jak pieniądz gotówkowy.

Choć może to brzmieć śmiesznie dziś, to w tym właśnie kierunku zmierza nasz świat. Zakulisowa wojna z gotówką trwa już od jakiegoś czasu i staje się coraz bardziej widoczna. W USA firmy takie jak Visa oferują mniejsze prowizje firmom, które zdecydują się używać tylko ich systemu, nie przyjmując w ogóle gotówki. W listopadzie 2016 Indie wycofały banknoty o wartości 500 i 1000 rupii, co wywołało nie lada zamęt na ulicach tego kraju, były to bowiem jedne z nielicznych banknotów, które tam mają jeszcze jakąś realną wartość. W niektórych krajach europejskich, takich jak na przykład Szwecja, 98% wszystkich transakcji odbywa się bezgotówkowo. Co więcej, 900 na 1600 placówek bankowych nie ma w nich ŻADNYCH rezerw gotówkowych – zero. Co ciekawe, Szwecja jako jeden z nielicznych krajów w Europie ma… UJEMNE stopy procentowe, co znaczy, że banki potrącają pieniądze z kont Szwedów za to, że je tam trzymają. Niezbyt fajna sytuacja, no ale jak w 98% miejsc nie zapłacisz gotówką, to jaki masz wybór?

Sam zresztą też prawie w ogóle nie korzystam już z gotówki. Ba, na co dzień nawet nie noszę portfela. Telefon, prawo jazdy i karta kredytowa to wszystko, czego mi potrzeba w codziennym życiu. Wszystko to jest wygodne, ale ma powiązane ze sobą olbrzymie ryzyko. Co, jeśli bank, w którym mam środki, zbankrutuje? Do jakiejś kwoty nasze środki gwarantuje Bankowy Fundusz Gwarancyjny, ale to tylko do pewnej kwoty. Co, jeśli dany bank zostanie zaatakowany przez hakerów i nasze środki magicznie znikną z dnia na dzień? Co, jeśli – tu już wchodzimy na płaszczyznę teorii spiskowych, ale co tam – rząd postanowi zablokować nam środki finansowe, istnieje bowiem podejrzenie o cokolwiek, co nie spodobało się jakiemuś urzędnikowi? Jak długo jesteś w stanie przeżyć, jeśli karta kredytowa czy też Twoje konto bankowe stanie się nagle niedostępne?

Tu właśnie do gry wkracza technologia Blockchain i kryptowaluty. W dużym skrócie – jeśli mamy jedną bazę danych kontrolowaną przez jedną osobę/firmę/ instytucję/rząd (zbędne wykreśl), to daje to pole do nadużyć i odbiera nam kontrolę nad dwiema najważniejszymi rzeczami w naszym życiu – naszą tożsamością i finansami. Stąd też idea Blockchain, a więc idea zdecentralizowanej bazy danych, która nie może być zmieniana (kontrolowana) przez jedną osobę.

Nie chcę w tym artykule wchodzić w techniczne aspekty samej technologii, dlatego powiem tylko ogólnikowo, że idea Blockchain mówi o tym, aby kopia bazy danych była przechowywana przez wszystkie osoby/jednostki w niej działające, a wszelkie zapisy (zmiany) w bazie były dokładane do głównego łańcucha bloków informacyjnych dopiero po jej weryfikacji przez odpowiednio dużą liczbę jej uczestników. Innymi słowy, transakcja (np. wysłanie środków z konta X do Y) zostanie potwierdzona i zapisana przez uczestników systemu dopiero po tym, jak zostanie zweryfikowana przez odpowiednio dużą liczbę jej członków, co eliminuje możliwość nieuczciwej ingerencji jednostki. Jeśli bowiem jeden użytkownik chciałby zmienić przechowywaną przez siebie kopię bazy danych, zostanie ona odrzucona od ogólnego łańcucha jako niespójna z całością, nie ma bowiem potwierdzenia w innych kopiach tejże bazy.

Dodatkowo kryptowaluty oddają (w końcu) całkowitą kontrolę nad własnymi środkami jednostce, czyli nam. Jeśli bowiem stworzę sobie wirtualny portfel w sieci zwanej bitcoin, to ja jestem jego właścicielem, nie bank, nie rząd czy zewnętrzna firma, tylko ja. Ja decyduję o tym, jak chcę przechowywać moje środki (czy będzie to portfel na telefonie, czy komputerze, czy nawet kawałek papieru), ile środków mam, na jakim koncie oraz kiedy i do kogo chcę je wysłać.

Jeśli dodamy do tego fakt, że waluty takie jak bitcoin możemy szybko (zazwyczaj w ciągu minut albo i sekund!), tanio i bez konieczności interakcji z jakąkolwiek firmą trzecią wysłać w dowolny zakątek świata (może być to kolega z miasta obok, jak i rodzina mieszkająca na drugim końcu świata), to myślę, że zaczynasz rozumieć, dlaczego uważam to za rewolucję równie wielką, co samo stworzenie internetu.

Choć kryptowaluty istnieją już od 2009 roku (wtedy właśnie powstał bitcoin, który został stworzony przez osobę bądź grupę osób o pseudonimie Satoshi Nakamoto), to dopiero na przełomie kwietnia/maja tego roku zyskały na popularności. Przy czym popularność (jak i wartość) samych kryptowalut rośnie w niespodziewanie szybkim tempie. Dość powiedzieć, że wartość rynkowa wszystkich kryptowalut na początku 2017 roku wynosiła około 18,000,000,000 dolarów, natomiast obecnie wynosi ona ponad 145,000,000,000 dolarów. Tak, to ponad 800% wzrostu w ciągu niespełna roku.

Skąd tak nagły wzrost popularności? Przede wszystkim zwiększa się świadomość społeczeństwa odnośnie do istnienia samych kryptowalut oraz możliwość ich fizycznego zastosowania w wielu miejscach. Jako przykłady można przytoczyć takie serwisy jak choćby pyszne.pl, który zdecydował się wprowadzić bitcoina jako jedną z dostępnych form płatności za zamawiane jedzenie czy też powstawanie firm takich jak InPay.pl, która wprowadziła innowacyjną usługę umożliwiającą opłacenie niemal każdego rachunku oraz dokonanie płatności bitcoinami w niemal dowolnym serwisie i sklepie internetowym w Polsce (więcej informacji).

Ale jest jeszcze jeden element tej układanki… Wspomniałem wcześniej o tym, że pieniądze, którymi się posługujemy, na co dzień systematycznie tracą na wartości. Spadek ten jest niewielki (w skali roku), ale systematyczny. Dzieje się tak przez systematyczne zwiększanie podaży pieniądza przez banki centralne. Otóż większość kryptowalut, w tym właśnie wspomniany wcześniej bitcoin, który jest największą i najbardziej znaną kryptowalutą, ma często tak zwany maksymalny limit zaopatrzenia. Dla bitcoina wynosi on jedynie 21,000,000 monet. To znaczy, że nigdy w historii nie powstanie więcej niż 21 milionów bitcoinów, a to sprawia, że zamiast tracić na wartości, moneta ta systematycznie (i dość drastycznie) zyskuje na wartości, stając się świetnym sposobem na przechowanie wartości naszych ciężko zarobionych pieniędzy. Dość powiedzieć, że jeszcze w 2015 roku 1 bitcoin kosztował około 250 dolarów, a dziś jego cena dziś wynosi już sporo ponad 4000 dolarów.

Na szczęście 1 bitcoin jest podzielny do dziewiątego miejsca po przecinku, dlatego jego duża wartość nie jest zbyt dużym problemem. Zawsze można bowiem wysłać jedną dziewięciotysięczną bitcoina albo i mniej (przy czym przy mikrotransakcjach trzeba uważać, aby koszt samego przelewu nie przekroczył wartości transakcji, ale to już zupełnie inna historia).

Pieniądze, którymi posługujemy się już dziś (niezależnie od tego, czy nazywamy je złotówkami, euro, dolarami itp.), są w dużej mierze wirtualne. Dlatego kryptowaluty, choć mogą się wydawać na pierwszy rzut oka dziwne, nie powinny być nam aż tak bardzo obce. Prawdziwie pytanie, jakie powinniśmy sobie zadać, brzmi: czy wolę korzystać z systemu, w którym mam pełną kontrolę nad swoimi środkami oraz wolność w ich używaniu, czy wolę pozostać w systemie, gdzie oddaję większość tej kontroli (pod pretekstem bezpieczeństwa) innej firmie/ państwu?

Dla każdego z nas ten wybór będzie na pewno inny, ale jedno jest pewne. Rynku kryptowalut nie można już ignorować. Wyszedł on już z fazy wczesnej adaptacji i przebojem wdarł się na salony. Choć dziś jest on jeszcze raczej używany jako narzędzie do inwestycji/spekulacji, to naprawdę niewiele potrzeba, aby niebawem stał się on kolejnym systemem płatniczym, którego używamy na co dzień (notabene są miejsca, gdzie bitcoin jest już akceptowany tak samo, jak każda inna zwykła waluta).

Już dziś rynek kryptowalut jest równie atrakcyjny dla inwestorów, co rynek Forex czy giełda akcji, oferując im potencjalne zyski zdecydowanie przekraczające to, co mają do zaoferowania jego tradycyjni konkurenci. Jest to jednak rynek wciąż wielce niestabilny i podlegający dużym wahaniom.

 

Zapis na newsletter oznacza akceptację polityki prywatności serwisu.

Darmowy eBook

7 rzeczy które musisz wiedzieć
zanim zaczniesz
inwestować w kryptowaluty!
Wpisz poniżej adres e-mail na
który mam wysłać Tobie dostęp do kursu:

Zapis na newsletter oznacza
akceptację polityki prywatności serwisu.

Nasza strona korzysta z plików cookie w celu poprawy jakości obsługi klienta oraz korzystania z tej witryny. Kontynuując przeglądanie tej strony, zgadzasz się na to i akceptujesz naszą politykę prywatności. Dowiedz się więcej.

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close